





Jeśli zamkniesz oczy i pomyślisz o tropikach, to co czujesz? Jaki czujesz zapach, jaki smak masz na końcu języka? Zastanów się. Powiem ci, co ja czuję. Jestem na małej wyspie, na którą przypłynąłem specjalnie z lądu. Wyspa ta ma 50 metrów szerokości i 100 metrów długości. Po środku góruje nad nią kilkunastometrowa skała, którą widać z daleka. Poniżej, w głębi wyspy, rozpościera się rzadki las palmowy i kilka owocowych drzew zasadzonych tutaj przez los lub dawnych rozbitków. Pod drzewami, w cieniu, rosną zioła i przyprawy, które zaczynają swój żywot w soczystych korzeniach. Korzenie pobierają wodę z deszczu, który nie pada tutaj zbyt często. Wciągam powietrze głęboko i próbuję zdefiniować ten zapach. Esencję wyspy. Jest trochę kwaśny i świeży jak limonka i mango, a z drugiej strony słodki i oleisty od bananów i kokosa. Jest tam coś jeszcze. Jakaś ciemna materia, ziemia, kora, zapach paleniska. Te ziemiste zapachy to kardamon, cynamon i czarny pieprz. Osobno świetne, razem rozbrajające.
W poszukiwaniu mojej definicji tropików powstał ten deser. Wymaga ugotowania tapioki (kulki powstające z manioku), które zagęszczają strukturę, tworząc rodzaj kisielu oraz chłoną wszystkie smaki. Tapioka jest też po prostu przyjemna w jedzeniu. Ten deser to kawał świetnej, kulinarnej zabawy. Zapraszam do eksperymentowania.

