Magiczny składnik

Magazyn

FoodpornTrip: Czyli kulinarny mini przewodnik po Toskanii

Tekst. Anna Szczotka. Zdjęcia. Tomek Czajkowski

 

Od północy strzegą ją rozciągające się niemal w poprzek półwyspu Północne Apeniny, ustępujące niechętnie na rzecz kształtnych pagórków, wśród których dostrzec można wszystkie kulinarne bogactwa regionu: charakterystyczne białe krowy z lokalnej rasy Chianina, zaopatrujące okolicę w wołowinę na słynne bistecca alla fiorentina czy mięsiste sosy; owce, z których mleka powstanie niesamowicie aromatyczne pecorino; oliwne gaje; winorośle sangiovese, szczepu niezbędnego do wytworzenia słynnych win, m.in.: Chianti, Brunello di Montalcino, Vino Nobile di Montepulciano.

Mimo długiej linii brzegowej i kontaktu z morzem, w związku z rolniczo-pasterską przeszłością, kuchnia w głębi regionu stawia raczej na mięso, gęste potrawki i sosy, fasolę, dziczyznę, z której słyną okoliczne lasy czy chleb – wykorzystywany do ostatniego okruszka w daniach takich jak panzanella (w skrócie sałatka składająca się głównie z namoczonego w oliwie lub wodzie czerstwego chleba, pomidorów i cebuli) czy gęstego kremu chlebowo-pomidorowego pappa al pomodoro.

Toskania to idealny przykład na to, że przede wszystkim powinniśmy rozmawiać o kuchni regionalnej, zwłaszcza o kraju o tak wielkim zróżnicowaniu jak Włochy. Oczywiście znajdziemy tu elementy podobne do innych włoskich miast i krain, jak nieśmiertelne pasty czy pizzowe placki, ale wszystko zreinterpretowane przez pryzmat lokalnych produktów, doświadczeń, przewalającej się jak walec wielkiej historii. Przykładem dla powyższego niech będą gnochhi pożarte w sieneńskiej restauracji, które wbrew wszystkim wyobrażeniom, nie zawierały nawet pół ziemniaczka (to był rodzaj rzymskich gnocchi z semoliny).

Ale o tym w dalszej części, poświęconej Sienie. Niżej zgromadziłam wszystkie toskańskie nazwy restauracji, trattorii, lodziarni, które mieliśmy przyjemność odwiedzić. Na samym dnie też mała rada, gdzie absolutnie nie zaglądać podczas tour de Toscane.

Pro Tip: jeśli planujecie odwiedzenie kilku miasteczek toskańskich w ciągu jednego dnia, na przykład tych zgromadzonych w urokliwej Val D’Orcia, wrogiem waszego kulinarnego sukcesu może być czas, a dokładniej trwająca zazwyczaj od około 14:30-15:00 do 18:00-19:00 siesta. W tym czasie większość trattorii i ristorante będzie zamknięta. Zatem jeśli akurat w tym czasie głód zmusi was do poszukiwań jedzenia, możecie mieć do wyboru przypadkowe opcje albo dechy z serem i wędlinami w winiarniach (w sumie nie tak najgorzej).

 

Zrobiliśmy specjalną listę miejsc na Google Maps. Sprawdź zapisane miejscówki.

 

FLORENCJA I OKOLICE

Zacznijmy od tego, że jeśli marzycie o odwiedzeniu muzeów, galerii i katedry, zrezygnujcie z odwiedzin tego pięknego miasta w wakacyjne miesiące – inaczej czeka was tylko frustracja, tłumy i długie godziny spędzone w kolejkach.
Na szczęście do ciekawych kulinarnie miejsc dostać się już nieco łatwiej, przynajmniej w czerwcu.

 

 

1# SimBIOsi Organic Restaurant

SimBIOsi to tak naprawdę trzy osobne, położone drzwi w drzwi knajpki, połączone wspólnym szyldem oraz miłością do rzemieślniczej jakości i bio produktów. Każde z miejsc skupia się na najbardziej symbolicznych włoskich gastronomicznych wyróżnikach: pizzy, paście i kawie.
Podglądana przez wielkie, otwarte na ulicę wrota pizza kusiła apetycznymi składnikami i ciastem, jednak tym razem przegrała z ręcznie robioną drzwi obok pastą.
Pierwsza strona menu przyozdobiona jest rysunkową mapą Toskanii, na której zaznaczono bio gospodarstwa wytwarzające wszystkie używane w restauracji produkty. Co rzadko trafiało się w odwiedzonych w Toskanii miejscach, kucharze SimBIOsi chętnie biorą na warsztat klasyki typu spaghetti aglio, olio e peperoncino czy caprese, nadając im jednak bardziej nowoczesny sznyt. Ortodoksi niech lepiej zamkną teraz oczy, po kojarzonę z prostotą aglio olio zazwyczaj podawane jest z jakimś musem, na przykład z palonego bakłażana, jak w naszym przypadku, oraz chrupiącymi okruszkami chleba, a “signora caprese” to kusząca kula bawolej mozzarelli z plastrem soczystego, mokrego od oliwy suszonego pomidora oraz bazyliowy sos. Cieszyło ogromnie również sprężyste maccheroni z musem z bobu, limonką i śmietanką oraz wzorowany na deserze, a jednak wytrawny chłodnik z jabłek, koziego serka i ciasteczek cantucci z orzechem laskowym. Popłynąć można też przy winach – wybór kieliszkowy jest ogromny i obfity w toskańskie opcje. Co ciekawe lekkie i przyjemne czerwone Rosso di Montalcino, na przykład Fornacella, całkiem nieźle zgrało się z makaronami.

Po posiłku kofeinowe żądze doładujecie zaraz obok w kawiarni SimBIOsi, w dodatku w wielkim stylu, bo bariści korzystają wyłącznie z ziaren speciality, głównie z włoskich palarni. Oprócz typowego espresso i americano, wypijecie tu kawy parzone alternatywnie i idealne na lato espresso tonic. Oprócz kawy chętnie zmontują tu głodnym przekąski, sałatki i różne cukrouzupełniacze.

 

 

2# Fo Caccia La Notte

Ratunek dla każdego, kogo późną nocą albo nawet nad ranem dopadnie nagła gastrofaza – działa od 11:00 do 6:00 rano. Maleńki lokalik specjalizujący się w prostych kanapkach z focacci z różnymi wędlinami lub serami do wyboru oraz pizzą na kawałki. Oczywiście nie mogą się równać z kultowym All’antico Vinaio (jak donoszą przyjaciele, nam niestety czasu zabrakło), ale to wciąż bardzo przyzwoity street food. Można zamówić z okienka na wynos i zaoszczędzić na coperto (niska opłata za nakrycie stołu).

[Edit-Tomek] pojawiliśmy się tam wygłodniali po całym dniu na festiwalu muzycznym Firenze Rocks, który skończył się ok. północy. Nasi przyjaciele czekali na nas w centrum Florencji, ale donosili, że o tej godzinie prawdopodobnie nic już nie zjemy. Jednak dzielna Ania złapała smartfona z ostatnimi procentami baterii i wynalazła te miejsce. Nocna gastrofaza została w ten przyjemny sposób spełniona.

Jeśli jesteście bardziej zainteresowani samą Florencją to zapraszam na bardziej “florencki” przewodnik Damiana i Konstancji, z którymi odbyliśmy tę pierwszą część podróży.

 

 

3# Mercato Centrale Firenze

Warto zajrzeć chociażby po to, aby obejrzeć zrewitalizowaną florencką halę targową, kupić wędliny, sery (większość sprzedawców swoje dobra zapakuje próżniowo) i ewentualne inne kulinarne pamiątki. Na parterze więcej jest stoisk, na których zakupy robią podobno sami mieszkańcy, też kilka małych targowych knajpek i okienek wydających florencką specjalność: lampredotto, czyli krowie żołądki podawane w bułce albo na talerzu. Na piętrze z kolei rozpanoszył się street food w wydaniu bardziej międzynarodowym, chociaż wytrwali podobno odnajdą połączenie lokalnego ze światowym w postaci burgera z lokalną wołowiną z Chianiny.

[Edit-Tomek] bardzo spodobała mi się koncepcja tego targu. Na dole normalne stragany z żywnością, a na górze foodcourt. Coś takiego widziałbym w warszawskiej Hali Gwardii, zamiast takiej dziwnej hybrydy jak teraz.

 

 

4# Ristorante De Medici

Miejsce z przypadku, do którego odwiedzenia zachęcił nas przemiły, czatujący na gości na ulicy kelner oraz imponujące kawałki pociętej na słynne bistecca alla fiorentina stek wiszące w witrynie. Menu niezwykle obszerne, co zazwyczaj lekko niepokoi, ale zamówione pizzki i charakterystyczne dla Toskanii “spasione spaghetti”, czyli grubiutki makaron pici z sosem z dziczyzny na nasze szczęście okazały się smaczne, bez szału, ale smaczne. Co ciekawe, restauracja reklamuje się jako bezglutenowa, co odkryliśmy już post factum.

 

 

5# Gelateria Santa Trinita

Całkiem popularna, sądząc po znacznej, ale sprawnie rozładowanej kolejce, gelateria położona zaraz przy moście Santa Trinita. Pistacja pyszna, czarny sezam całkiem w porządku, chociaż po chwili trochę nużący, reszta próbowanych: mango, orzech laskowy, ricotta z figą też bardzo smaczne, natomiast porcje monstrualne, co podczas upału skutkuje skąpanie po łokcie w topiących się lodach.

 

 

6# Villa Machiavelli – Ristorante Albergaccio dal 1450

Pięknie położona między wzgórzami Chianti, historyczna willa, w której wygnany z Florencji Niccolo Machiavelli spędzał swe dni, między innymi na pisaniu słynnego “Księcia”. Restauracja i winne piwnice odnowione zostały w taki sposób, aby jak najlepiej oddać ducha i układ osterii z tych odległych czasów. W menu oprócz doskonałych, wyrabianych na miejscu makaronów, tortelli i gnudi kusi również duma regionu, grillowana bistecca alla fiorentina, T-bone stek z wołowiny Chianina o minimalnej wadze 1 kg. Najlepiej przyjechać wieczorem, kiedy zewnętrzne, zadrzewione patio jest bajecznie oświetlone. Posiadłość otoczona jest należącą do niej winnicą, a więc serwuje się tu wina również produkcji własnej.

 

 

PANZANO

Cel pielgrzymki do Panzano dla zgrai gastronomów mógł być tylko jeden – jedna z restauracji Dario Cecchiniego, najsłynniejszego rzeźnika Włoch, również za sprawą niezwykle popularnego dokumentu Netflixa “Chef’s Table”. Najpiękniejsze jest to, że Dario rzeczywiście wiele czasu spędza w Panzano na doglądaniu swoich interesów, stąd można wymienić z nim kilka słów i uśmiechów w jego sklepie, przez który przechodzi się do wnętrza restauracji.
W związku z tym, że nasza podróż po Toskanii dopiero się rozpoczęła, zdecydowaliśmy się na najbardziej budżetową z dostępnych opcji restauracyjnych, a więc…

 

 

7# Dario Doc
Ale za to z najbardziej wypasionym menu w tej najbardziej budżetowej opcji. Za 20 euro od osoby można sprawić sobie prawdziwą ucztę składającą się z warzyw do pochrupania, toskańskiej, duszonej białej fasoli oraz oczywiście specjalności Dario, mięsnych dań, w dodatku aż czterech: ascetyczny wołowy tatar, dla którego jedynym dodatkiem oprócz soli i pieprzu był sok z cytryny do samodzielnego przyprawienia – w końcu smak mięsa ma obronić się sam; soczystych plastrów pieczonej w ziołach i czosnku wieprzowiny; wołową pieczeń z paprykowym sosem oraz intrygującego tuńczyka z Chianti (tonno del Chianti). Pod tą ostatnią nazwą kryje się długo gotowana w białym winie, oczyszczona z tłuszczu wieprzowina, którą następnie na podobę tuńczyka umieszcza się w oliwie. Taki sposób konserwacji mieli wymyślić podobno toskańscy pasterze, aby podczas upałów zabezpieczyć mięso nadwyżkowych warchlaków.
Jeśli przybywacie w grupie, każde danie podane zostanie na większych półmiskach, aby wspólnie celebrować posiłek i nawzajem uzupełniać sobie talerze. Ucztę dobrze zakończyć filiżanką kawy i kawałkiem cudownie wilgotnego i tłuszczącego paluszki, oliwkowego ciasta.

Pro Tip: można przytargać i spożyć własne wino – bez opłaty korkowej! Jeśli nie zdążycie się zaopatrzyć przed wizytą u Dario, na miejscu do szklaneczek polewają przyzwoite czerwone wino w cenie 3 euro za ćwierć litra.

 

 

PIENZA

Nie polecę konkretnego adresu, ale wydobywający się z niemal każdego mini sklepiku obezwładniający zapach pecorino oznacza, że całe miasteczko to idealne miejsce na oddanie się dzikiej degustacji tego pysznego, toskańskiego sera. Najlepiej z kieliszkiem Vino Nobilie di Montepulciano, Brunello di Montalcino lub Montepulciano w dłoni.

 

SAN GIMIGNANO

Przyznaję bez bicia – oprócz urody zwanego “miastem wież” San Gimignano, przyciągnęła nas tu również sława tutejszych 8# gelato od Sergio Dondoliego, którego lody niektórzy nazywają najlepszymi w całych Włoszech ze względu na bezkompromisowe podejście do jakości.
Czy są najlepsze, to zawsze kwestia indywidualnego smaku, nie można im jednak odmówić, dopracowanej struktury, kremowości, pomysłowych połączeń smaków i sprawnego marketingu, przejawiającego się m.in. w szczegółowych opisach lodów na stronie internetowej i chwaleniu się co ciekawszymi, lokalnymi produktami użytymi w produkcji poszczególnych smaków. Znajdziemy tu na przykład orzeszki pinii z Pizy, szafran z San Gimignano, migdały Avola czy kozi ser Blu di Pecora.

 

 

MONTEPULCIANO

Chciałabym napisać tu coś o polecanej Osteria Acquacheta “FIORENTINA alla BRACE”, jednakże zbyt długo zabawiliśmy w ślicznej Pienzie i obiad tutaj niestety przeszedł nam koło nosa. Z braku zbyt wielu innych otwartych o tej porze opcji, bez większych oczekiwań zasiedliśmy w nieco obskurnym 9# Bistrot Del Tribunale. Zamówiona dla żartu szynka parmeńska z ananasem nie zwiastowała kulinarnego sukcesu (średniej jakości szynka, przejrzały już nieco ananas), więc tym przyjemniejsze było zaskoczenie jakim zgotowały nam domowe, doskonale przyprawione pasty. Uroczo-kulfoniaste, ręcznie cięte pici z sosem z Chianiną oraz zachwycające maccheroni z grzybami, salsiccią i maślanym sosem. Tak można błądzić!

 

 

[Edit-Tomek] jak czytam niektóre recenzje tej knajpy to na prawdę dobrze trafiliśmy 🙂

MONTALCINO

10# Taverna Del Grappolo Blu
Warto upolować jeden z kilku stolików w usadowionym na stopniach uliczki, opadającym ogródku z pięknymi widokami na otaczające miasteczko wzgórza. Nie odmówcie sobie kieliszka Brunello, z którego słynie Montalciono, zwłaszcza, że tawerna to część większego biznesu, składającego się również z domu gościnnego oraz gospodarstwa z winnicą. Trzeba przyznać, że ich własne Brunello było naprawdę doskonałe: soczyste, pełne i wyważone mimo wysokiej zawartości alkoholu. Oprócz wina skusiliśmy się tu na pappa al pomodoro, ponownie na wszędobylskie, grubaśne pici, tym razem w wersji cacio e pepe, a więc pachnące niesamowicie pecorino oraz wołowe policzki w sosie z Brunello, podawane, a jakże!, z fasolą.

[Edit-Tomek] było to absolutnie najfajniejsze miejsce do spożywania posiłku podczas całej podróży do Toskanii. Wyobraźcie sobie upalny dzień, jesteście głodni, a tu wyłania wam się ogródek urządzony w zacienionej uliczce, gdzie stoliki ustawione są kaskadowo w kierunku widoku na miasteczko i wzgórza w oddali. Oddałbym wiele, żeby tam wrócić. Szczególnie, że nie było nam dane długo się nacieszyć, gdyż byliśmy umówieni zaraz w winnicy na zwiedzanie, więc trzeba było szybko przeżywać te pyszne jedzenie.

 

[zdjęcia będą niedługo]

 

SIENA

11# Osteria Permalico
Osteria z najmilszą obsługą, położona przy bocznej, stromej uliczce – dzięki temu tak samo jak w Montalcino, zamontowano tu sprytny, schodkowy ogródek. Menu oczywiście pełne klasyków, jak soczysta tagliata di manzo, czyli pokrojony na plastry stek, w tym przypadku z antrykotu, wysmażony w stopniu medium rare. Jako odświeżający dodatek do mięsa świetnie sprawdziła się starta, przyprawiona świeżym oregano i sokiem z cytryny cukinia. Jak głosi menu oraz opiekujący się nami kelner, wszystkie makarony i kluski robi się na miejscu, dlatego grzechem byłoby nie skusić się na spaghetti alla chitarra alle briciole (zazwyczaj w Toskanii zamiast spaghetti występuje tu grubaśne pici) z chrupiącą posypką z chleba, anchoies, kaparami i delikatnie palącym usta chili. Jednak na szczególne zainteresowanie zasługują tutejsze gnocchi, których siekierą ciosany, kwadratowy kształt i specyficzna struktura przywodziły na myśl bardziej potrawkę z tofu niż pulchne kopytka. Okazały się jednak cudownie delikatne, rozpływające się w ustach jak gnudi, co zawdzięczają zresztą podobnemu składowi – porażającej ilości ricotty i brak ziemniaków, do których przyzwyczaiła nas często pojawiająca się w Polsce wersja z włoskiej północy. Ta lżejsza, delikatniejsza wersja swój początek ma podobno we Florencji, chociaż pewnie lepiej nie wspominać o tym w rywalizującej przez wieki ze stolicą regionu Sienie.
Warto przyjrzeć się tu również rzemieślniczym piwom z browaru Podere La Berta, a zwłaszcza stylowi IGA (Italian Grape Ale). Pod koniec procesu fermentacji do piwa dodaje się świeżych winogron lub moszczu (w tym konkretnym przypadku gotowe piwo zawiera 20% moszczu z winogron odmiany sangiovese), dzięki czemu zazwyczaj powstaje lekkie, rześkie piwo o owocowych aromatach i pięknym kolorze.

 

 

12# La Vecchia Latteria
Rzut kluską od osterii, w małej i polecanej gelaterii znajdziecie wybór raczej klasycznych smaków, ale za to bez podejrzanych smerfowych kolorów, które rzuciły się nam w oczy w bezpośrednim sąsiedztwie Piazza del Campo. Pistacja, gianduja, gorzka czekolada, odpowiednio kwaskowata cytryna, a nawet na początku niezrozumiały dla mnie wybór, czyli melon okazały się bardzo przyjemne.

 

 

ASCIANO

Nie sądzę, abyście w Asciano zlądowali dla skąpych uroków tej maleńkiej i niezbyt urodziwej mieściny, natomiast ze względu na strategiczne położenie pomiędzy Val’d Orcia a Sieną i Arezzo, stanowi niezłą bazę wypadową z dwoma naprawdę świetnymi miejscami na jedzenie.

13# La Giomella
Rodzinny biznes z młodym szefem kuchni na czele, świeżo upieczonym adeptem gastronomicznej szkoły, którego na sali wspierają przemili rodzice. Chyba najlepsza obsługa i najbardziej przemyślany serwis spośród wszystkich miejsc, które udało nam się odwiedzić. Każdą kolację (wpadliśmy tu dwa razy) rozpoczyna kieliszek prosecco i amuse bouche, na przykład kwadracik puszystej jak drożdżówka, skąpanej w oliwie i ciepłej focacci albo zero waste’owy, ryżowy omlecik z oliwkami podobny hiszpańskiej tortilli. Wszystko, czego tu spróbowaliśmy: delikatne ossobucco po florencku, soczyste kotleciki jagnięce podane z miętowym karczochem, wspaniałe, szerokie ruloniki makaronu paccheri w aromatycznym sosie ze skorpeny pospolitej (włoskie “scorfano”, ryba), ośmiorniczek i daktylowych pomidorków, okrągłe pierożki (medaglioni ripieni) wypełnione bakłażanem i pysznym serem scamorza w pomidorowym sosie, było perfekcyjne technicznie i świetnie przyprawione. Zachwyciła również inspirowana neapolem baba, czyli mocno nasączana, ponczowa babka. Ta z La Giomelli została wyjątkowo szczodrze skąpana w limoncello i soku z cytrusów, zachwyciła delikatnością ultra wilgotnego ciasta. W Toskanii też chociaż raz powinniście sprawić sobie tradycyjny deser dla dorosłych, a więc słodkie wino Vin Santo podawane razem z migdałowymi ciasteczkami cantucci, aby te twarde ciastka samodzielnie, już przy stole nasączyć sobie winem, a później wyzerować pełną okruchów szklaneczkę z winem.

Należy również wspomnieć, że to pierwsze miejsce z naprawdę smacznym pieczywem! W każdym poprzednim do posiłku podawano charakterystyczny toskański chleb bez soli. Niestety przyjemności jego jedzenia nie potrafiła poprawić nawet pyszna, świeża, pikantna oliwa. Odpowiedzialna za taką zbrodnię przeciwko glutenowi prawdopodobnie była bieda – w średniowieczu sól ze względu na wygórowaną cenę uchodziła za dobro luksusowe, zatem mało kto w pastersko-rolniczej Toskanii mógł sobie pozwolić na jej zakup.

 

 

14# La Botteghina
Wspaniałe miejsce, jeśli jesteście akurat w nastroju na wielką ucztę składającą się serów, wędlin, oliwek, panzanelli, crostini, suszonych pomidorów, karczochów i innych idealnych do przegryzania i dzielenia się włoskich specjałów. Jakość wszystkich produktów jest tutaj wybitna, a właściciele znają się na rzeczy, o czym świadczy również umiejscowienie knajpeczki nad chłodną piwnicą, pamiętającą ponoć jeszcze czasy Etrusków, kiedy to służyła za więzienie, w której można popodglądać pokryte szlachetną pleśnią, postarzane sery i salami. Można się tu również obkupić na wynos albo porwać w względnym biegu (wszak to Włochy) panini z wybranym dobrem i ruszyć na podbój okolicy.

 

 

PONTREMOLI

Na północy Toskanii świetnie odnajdą się fani górskich krajobrazów, wędrówek, serpentyn na drogach i natury. Świetną bazą wypadową jest ślicznie położone w dolinie, otoczone górami Pontremoli. Warto zaplanować pobyt w miasteczku tak, aby nie ominąć sobotniego targu, podczas którego obkupić się można w produkowane lokalnie sery, wędliny i testaroli, charakterystyczne dla Pontremoli i jego okolic, przypominające ogromne naleśniki, puszyste placuszki. W restauracjach w miasteczku spotkacie je najczęściej podane z bazyliowym pesto albo ze śmietaną i oprószone parmezanem lub pecorino, mogą również stanowić zamiennik dla chleba w panzanelli.

 

 

15# Circolo da Rosy
Aby trafić, trzeba wspiąć się po serpentynach niemal na sam szczyt góry – uważajcie na drogach, bo częstą przebiegają je lisy, stada dziczków, borsuki i inne leśne stworzenia. Kuchnia gospodyni Rosy obfituje w potrawy charakterystyczne dla Pontremoli w wydaniu domowym, co oznacza, że dania raczej nie będą prezentować się zbyt urodziwie, ale będą rozczulająco smaczne i dadzą wam autentyczny wgląd w kuchnię tego mikroregionu. Menu zmienia się praktycznie codziennie i występuje w dwóch-trzech wariantach cenowych, każdy pomiędzy 15-25 euro od osoby, w cenę wliczona jest wieczna dolewka wina i wody.

 

 

16# Osteria da Busse 1930
Restauracja o jednym z dłuższych rodowodów w miasteczku stawia na miks lokalnych dań z potrawami z owoców morza i ryb. Zdecydowanie lepiej wypadają tu te pierwsze, tak jak panzanella z testaroli, proste ravioli z ricottą i szpinakiem czy gruszkowe ciastko z sosem z pecorino.

[Edit-Tomek] generalnie było bardzo miło i smacznie, ale miejsce jest na prawdę ładne i z klasą. Myśleliśmy, że w końcu trafiliśmy do restauracji, która nas jakoś bardziej zachwyci. Przeżyjemy jakieś kulinarno-wizualne uniesienie. Smaki były bardzo ok, serwis był uprzejmy, ale to co dostajemy na talerzu nie wygląda jakoś specjalnie apetycznie. Zastanawiamy się czasami czy włoscy kucharze prześcigają się w jakiejś nieznanej nam antysztuce układania jedzenia na talerzach.

 

 

COMO

Co prawda już poza Toskanią, ale na trasie podróży powrotnej do Polski, jeśli macie ochotę widokowo przejechać się przez Szwajcarię (ale ostrzegam: na dwie godziny jazdy trzeba wykupić roczną winietę za ok. 160 pln, ważną jednak tylko w roku zakupu, a nie przez okrągłe 365 dni). W tym tętniącym życiem mieście położonym, jak nazwa wskazuje nad pięknym Jeziorem Como, ustrzeliliśmy najlepszą pizzę całego wyjazdu.

 

 

17# Cardamomo
Opalany drewnem piec, doskonałe, pachnące chlebem ciasto, super miła obsługa, rzemieślnicze piwa i szereg pizz, które składnikami nawiązują do różnych regionów Włoch. Pizza z Ligurii to sos pomidorowy, fior di latte, anchovies, kapary, orzeszki pinii i oliwki odmiany Taggiasca, Lombardia to pomidorowy sos, fior di latte, słodkawy ser Casera DOP, bresaola z wołowiny Chianina i rukola, a Piemont: fior di latte, ser Castelmagno DOP, kiełbasa i orzechy laskowe – a to dopiero początek listy!

[Edit-Tomek] po sporej pizzowej posusze w Toskanii (ok, wcale specjalnie nie szukaliśmy i nie skupialiśmy się na pizzy) trafiliśmy do raju drożdżowych placków inspirowanych regionami Włoch. Było tam tak rozczulająco dobrze, że kolejną podróż zaplanowałbym gdzieś właśnie na północy Półwyspu Apenińskiego.

 

 

18# Gelateria Guidi
Po świetnej kolacji wskazane są lody, zwłaszcza te z Guidi. Kremowe, wyraziste smaki, w których czuć prawdziwy produkt. Obok klasyków takich jak pistacja czy słony karmel, trafić można na orzeźwiającą cytrynę z imbirem, miód z lawendą, sorbet czekoladowy czy straciatellę z gruszką.

 

 

WINNICE

19# Fattoria dei Barbi
Bardzo znana nawet w Polsce, spora winnica specjalizująca się w eleganckim, pełnym ciała Brunello di Montalcino oraz jego młodych, mniej poważnych kuzynach: Rosso di Montalcino i Brusco dei Barbi. Za 5 euro można wraz z przewodnikiem obejrzeć piwniczki i posłuchać o losach założycieli winnicy, rodzinie Colombini oraz zajrzeć do jej winnego skarbca, w którym kolekcjonują po kilkadziesiąt egzemplarzy każdego wyprodukowanego rocznika. Najstarsze butelki liczą już ponad sto lat i raczej nie nadają się już do wypicia, ale ich wartość w tym wypadku jest raczej historyczna. Po zaostrzającym apetyt na dobre wino zwiedzaniu, w sklepiku winnicy można oddać się degustacji kilku roczników Brunello i pozostałych produkowanych tu win.

 

 

20# Poderi Sanguineto
Nie mieliśmy szczęścia do oprowadzania, z wizytą trafiliśmy najwyraźniej w moment pracy jednej z właścicielek i siesty drugiej, ale szczęśliwie zdołaliśmy opuścić teren tej kameralnej, zapsionej winnicy z kartonem świetnego Vino Nobile di Montepulciano i Rosso di Montepulciano.

 

 

[Edit-Tomek] co ciekawe, później w Polsce widziałem tę winnicę w jednym z odcinków winnego show “The Wine Show”, gdzie już panie właścicielki były całkiem miłe w obejściu. Może miałem za małą kamerę, żeby zaczynać temat. Tak czy inaczej cieszę się, że udało nam się kupić karton wina i ujść z życiem…

Magiczne Składniki: , ,

Komentarze

Close