Magiczny składnik

Magazyn

Jak rzucić etat i w końcu robić to, co lubisz – moja historia w 5 mitach

Takie osobiste teksty na tym blogu nie przychodzą mi z łatwością, ale postanowiłem, że warto napisać to choćby dla siebie i zdać sobie sprawę, co tak na prawdę zrobiłem dokładnie rok temu. Mam nadzieję, że ten tekst nie zabrzmi jak coaching, a co najwyżej jak inspiracja. Trzeba ruszyć życie do przodu, a ten tekst, mam nadzieję, pozwoli i wam podjąć decyzję, ułożyć plan i uniknąć kilku błędów, żeby łagodniej wylądować na swoim.

Tomek Czajkowski bloger Magiczny Składnik2
Co się właściwie wydarzyło?
Jeśli szukasz dobrej pracy lub kończysz studia z pięknymi planami zatrudnienia w wielkim międzynarodowej korporacji, pewnie pomyślisz, że byłem niewdzięcznikiem. Kto z własnej woli pragnie zrezygnować ze stałej pensji, klimatyzacji, darmowej (nawet dobrej) kawy, benefitów, prywatnej opieki zdrowotnej, recepcji odbierającej wszelkie paczki z internetowych zakupów, wyjazdów integracyjnych, premii rocznych, uznania rodziny i tej cotygodniowej euforii w piątek o 18:00?
To byłem ja. Zaraz po studiach we Wrocławiu pochłonęła mnie Warszawa. W sumie zupełnym przypadkiem i fuksem znalazłem się w środku Polskiej Branży Reklamowej przez wielkie PBR. Na początku trochę jak Dyzma, bo w sumie nawet nie szukałem pracy w Warszawie, a tu od razu etat w jednym z większych domów mediowych. Jednak z miesiąca na miesiąc, z roku na rok praca i życie w Warszawie pochłonęło mnie. Na tyle, że przez ostatnie dwa lata moje obowiązki nawet bardzo mi się podobały i z radością codziennie (zawsze lekko spóźniony) zasiadałem za biurkiem. Zajmowałem się głównie współpracą z influencerami (blogerami, youtuberami itp.), choć moje kompetencje i zainteresowania wykraczały znacznie dalej. Byli klienci z najwyższej półki, wyzwania, kreatywny ferment, od którego ciężko w nocy zasnąć, briefy, deadline’y, fuckupy ale i nagrody. Na pewno masa branżowego i życiowego doświadczenia. Tak będę chciał pamiętać te 6 lat.
Podskórnie, powoli, ale konsekwentnie jednak rosła mi w gardle “gula”. Prowadziłem tego bloga już jakiś czas. Z miesiąca na miesiąc praca nad nim przynosiła mi coraz więcej: czasu, satysfakcji i, od pewnego momentu, również pieniędzy. Mogę powiedzieć, że coraz częściej myślałem o sobie bardziej jako o blogerze niż pracowniku korporacji. Wydaje mi się, że ludzie też zaczęli postrzegać mnie częściej przez pryzmat bloga. Do tego, dosłownie przez ostatni rok, pracowałem właściwie na dwa etaty. Rano korpo, wieczorem blog. Nie narzekałem. Wiecie czego mi najbardziej brakowało? Jak było lato i było ciepło, a ja siedziałem w zimnym, klimatyzowanym biurze, to czułem taki straszny bezsens i niezgodę na moje zamknięcie w tym pomieszczeniu. Wiedziałem, że żaden urlop nie znieczuli mojej naiwnej tęsknoty do tej głupiej wolności. Może po prostu nie nadawałem się na dłuższą metę do takiej formy zatrudnienia? Nie wiem. Wiem jedno, że pewnego majowego dnia (choć nie tak nagle) coś we mnie pękło i złożyłem wypowiedzenie ze skutkiem za 3 miesiące. Tyle przydługiego wstępu. Przeczytajcie jak to wyglądało i czego się nauczyłem przez ten pierwszy rok na swoim.
Tomek Czajkowski bloger Magiczny Składnik 4
Mit decyzji
Ja swojej decyzji nie podjąłem z dnia na dzień, był to raczej efekt kilku miesięcy szarpania się z myślami. Nie wszystko mi w pracy pasowało i jakiś miesiąc przed dniem 0 zaproponowałem pracodawcy pewien układ, który uwolniłby mnie od niewdzięcznych zadań, żebym mógł skupić się tylko na tym co rozwija mnie i przy okazji firmę. Niestety (stety), nie do końca zgodzono się na moje warunki, dlatego złożyłem wypowiedzenie, a że miałem za sobą ponad 3 lata pracy w jednej firmie, to miałem jeszcze 3 miesiące na ewentualne odkręcenie sytuacji lub znalezienie sobie nowej pracy. Nie powiem, żebym szukał nowej pracy. Raczej rozmawiałem z ludźmi (bo może trafi się jakaś praca marzeń). Nic takiego się nie stało, więc z dniem 1 września 2015 umowa o pracę straciła ważność. Nie pamiętam już mojego pierwszego poranka w nowej rzeczywistości. Może dlatego, że dzień wcześniej zorganizowałem huczną imprezę pożegnalną 😉 Pamiętaj, że nikt za ciebie tej decyzji nie podejmie (chyba, że wcześniej cię zwolnią). Decyzja o rozstaniu się z pracodawcą i oddaniu się błogiemu uprawianiu hobby jest najprostszą rzeczą, którą musisz zrobić.
Mit planu
Nigdy nie należałem do ludzi, którzy lubią i potrafią planować swoje życie. A już na pewno swoje plany gdzieś zapisywać i egzekwować. Zawsze mi się jakoś udawało i jechałem na szczęściu. Do czasu. Pomyślałem i ułożyłem sobie w głowie plan co ja będę robił przynajmniej przez część przyszłego życia. Cały ten tekst piszę z perspektywy blogera kulinarnego, ale jeśli chcesz się zabrać za artystyczne ślusarstwo, śpiew czy sport wyczynowy, też przed rzuceniem papierami musisz obmyślić lub spisać plan w perspektywie na przynajmniej kilka miesięcy albo i kilku lat w przyszłość. Pierwsze ziarno mojego planu powstało latem 2014 roku, kiedy pływałem w morzu na Sycylii. Zdałem sobie sprawę, że OK zaczynam czerpać jakieś korzyści z bycia blogerem kulinarnym. Taka premia do pensji. Co jednak, jeśli to się skończy? Będę musiał więcej i ciężej pracować w firmie? Wtedy właśnie wykluł mi się pomysł rozszerzenia mojej działalności jako blogera o (wtedy uważałem to za genialne) e-commerce. Chciałem dzięki popularności bloga sprzedawać różne dobra (typowe taniej kupić, drożej sprzedać, ale najwyższej jakości). Choć początkowo byłem bardzo entuzjastycznie nastawiony do tego, tak z czasem zacząłem nabierać wątpliwości czy nie uwikłam się całymi dniami w pakowanie paczek i szukanie klientów, żeby zwiększyć skalę. Gdzie tu czas na gotowanie, na bloga i przyjemność? Najgorsze jest to, że uświadomiłem sobie to dopiero kilka miesięcy po opuszczeniu firmy. Podsumowując. Musisz mieć plan na kilka lat co chcesz, co możesz robić, żeby móc się utrzymać ze swojej pasji. Najlepiej napisz sobie biznesplan. Serio.
IMG_8949
Mit pracy
Może nie tyle pracy, co formy pracy. O tym, że będąc na swoim pracuje się de facto więcej niż w korpo, to musisz przyjąć za pewnik. Więcej o tym micie napiszę też, kiedy będę mówił o czasie. Jeśli chcesz żyć po swojemu, to raczej nie polecam działania na rynku jako wolny strzelec na zasadzie umowy o dzieło z klientem. Od teraz to ty jesteś swoim szefem, ale twoim szefem zaczyna być klient, który będzie przynosił ci dochody. Tak naprawdę ty sam stajesz się przedsiębiorstwem i dlatego niezbędne z mojego punktu widzenia będzie założenie działalności gospodarczej. Przecież nie chodzi ci o półśrodki, tylko żeby się uwolnić i działać po swojemu. Założenie firmy w dzisiejszych czasach to jest chleb z masłem. Załóż sobie profil zaufany na ePUAP i od tej pory będziesz miał dostęp do różnych usług elektronicznych dla obywatela. Firmę otwiera się na CEIDG. Jak w korpo nie lubiłem siedzieć w fakturach, tak w mojej firmie nie mam z tym problemu. Faktury wystawiam sobie na iFirma i przekazuję je później do rozliczenia mojej księgowej, której płacę 150 zł netto miesięcznie. Zawsze mogę się jej poradzić i osobiście polecam zainwestować w specjalistę, żeby po prostu mieć mniej stresów.
Mit pieniędzy
Rzucanie pracy bez planu jest nierozsądne, ale rzucanie bez pieniędzy to głupota. Ja mojej decyzji nie podjąłbym jeśli nie wiedziałbym, że będę mógł się utrzymać z oszczędności i bez nowych dochodów przynajmniej pół roku. To jest mało czasu, które ci szybko minie. Ja w głębi duszy wiedziałem, co się stanie i zarobionych dodatkowo pieniędzy nie wydawałem na przyjemności i ograniczyłem też inwestycje. Zrobiłem tak, ponieważ na inwestycje chciałem przeznaczyć środki z funduszu unijnego na otwarcie pierwszej działalności. Wiem, że dla niektórych to może być bolesne doświadczenie, ale żeby skorzystać z takiego dofinansowania, trzeba zarejestrować się w Urzędzie Pracy jako bezrobotny. Urzędy w całej Polsce mają co roku określoną pulę kasy, dzięki której aktywizują bezrobotnych. Z tego, co się orientuję, to można dostać do 6 średnich krajowych i ja mniej więcej tyle właśnie dostałem. Całe te fundusze musisz włożyć w sprzęt, który będzie ci niezbędny do prowadzenia działalności. Ja wymyśliłem, że poza pisaniem przepisów na bloga mogę też robić warsztaty dla mniejszych i większych grup. Kupiłem więc sprzęt, który mogę ze sobą zabrać do mobilnej skrzyni i zrobić warsztaty czy pokazy kulinarne gdziekolwiek będę potrzebny. Kupiłem też nowy komputer i lepszy sprzęt foto-video. Wiem, że są też inne fundusze, z których będę chciał w przyszłości jeszcze skorzystać, żeby rozwinąć skalę mojej firmy. Jak ognia boję się kredytów, dlatego nie myślę nawet nad taką formą finansowania. Jedynie oszczędności z tego co wypracowałem i ewentualne dofinansowania. Działalność gospodarcza nauczy cię jeszcze jednego – inwestowania. Co miesiąc lub kwartał musisz płacić podatek dochodowy, dlatego żeby go obniżyć, musisz inwestować i kupować. Nie wydawaj na głupoty, ale na takie rzeczy czy usługi, które zwiększą twoją wartość na rynku i pozwolą ci robić w przyszłości lepsze rzeczy czy usługi. Ile można zarobić? Możesz nic nie zarobić, jeśli nie masz planu i potencjalnych klientów. Dlatego ważne, żeby nie zaczynać od zera i jeszcze w firmie budować sobie sieć relacji i pokazać się z dobrej strony. Będzie łatwiej zacząć. Z doświadczenia wiem, że uwolnienie mojej energii pozwoliło mi teoretycznie więcej zarabiać niż na etacie. Jedyny problem masz taki, że nie dostajesz co miesiąc stałej pensji. Partnerzy płacą raz szybciej, raz wolniej. Tutaj nie ma mowy o przyjaźni. Od razu pokaż się jako silny i konsekwentny partner i wymagaj terminowych płatności. Inaczej obudzisz się z debetem na karcie kredytując projekty swoich klientów. Tyle o pieniądzach – reszta u Michała z Jak Oszczędzać Pieniądze 😉
_DSC7876
Mit czasu
W tej kwestii popełniłem chyba najwięcej błędów. Byłem trochę “zdemoralizowany” oszczędnościami, więc z tego co pamiętam przez pierwszy miesiąc nie zrobiłem nic sensownego w kierunku założenia działalności. Na wszystko miałem czas i przeciągałem każdą bardziej skomplikowaną decyzję. Może mój mózg musiał odreagować po wielu latach pracy w innym środowisku? Ogólnie wcześniej pracę z domu nad własnymi projektami wyobrażałem sobie jako piękny czas, w którym pracuję 2-3 dni w tygodniu, a resztę przeznaczam na czytanie książek, chodzenie do kina, po galeriach sztuki, ciągłe spotkania ze znajomymi, uprawianie sportu i generalnie relaks. Zderzenie z rzeczywistością nastąpiło szybko. Te “dwa etaty”, jakie wypełniały mi czas wcześniej teraz przeznaczałem głównie na rozwój bloga i różne poboczne projekty. Można powiedzieć, że z małymi przerwami pracuję od poduszki do poduszki. I nie narzekam. Nie o to chodzi. Pracuję dużo więcej niż wcześniej, ale daje mi to mnóstwo satysfakcji. W końcu nikt mi nic nie każe?
Mit wolności
To jest chyba najbardziej naiwny mit ze wszystkich. Uwolnię się od szefa, od ciśnienia, od klientów. Będę sobie latał ponad wszystkimi na puszystym obłoczku. Niestety świat tak nie działa. I w korpo i na swoim trzeba mieć twardą dupę. Nawet bardziej. Bo jeśli w agencji byleś copywriterem lub designerem, to musisz wiedzieć, że feedback, jaki do Ciebie docierał był wyjątkowo łagodny, przefiltrowany wcześniej przez “akanta”. Tutaj ty jesteś podmiotem ciśnienia i oczekiwań. Jeśli jesteś fachowcem pewnym swoich umiejętności, to sobie poradzisz. Inaczej musisz nauczyć się wyceniać i cenić swoją pracę i czas. Magiczne słowo ASERTYWNOŚĆ. Na swoim sam definiujesz granice swojej wolności, ale nie działasz w próżni.
Podsumowując, czego się nauczyłem przez rok poza korporacją:

Z perspektywy czasu uważam, że to była dobra decyzja. Nie wiem, co bym robił za rok w korpo. Może zostałbym w tej samej firmie. Może poszedłbym do konkurencji. Nic by się jednak nie zmieniło. Dla mnie byłby to czas narastającej frustracji i problemów z pogodzeniem bloga z pracą. Na nic więcej nie starczyłoby mi czasu. Teraz po roku zaczynam dwa nowe duże projekty. Pewien kulinarny startup, który rozwijamy ze znajomymi. Premiera na jesieni 2016. Pracuję też nad pewnymi produktami marki Magiczny Składnik, które będę chciał wypuścić na rynek początkiem 2017. Na etacie nie miałbym czasu nawet tego wymyślić, a jeśli nawet, to nigdy nie przeszedłbym do fazy realizacji. Pomimo ogólnego poczucia straconego czasu, to był bardzo, bardzo dobry rok. Następny też będzie dobry! Chwała wszystkim, którzy mi pomogli, a tym, którzy przeszkadzali wieczne potępienie! 🙂

Jeśli macie swoje doświadczenia lub pytania zapraszam do dyskusji w komentarzach lub kontakt na PRIV tomek@magicznyskladnik.pl.
rok12

Komentarze

Close