Magiczny składnik

Przepisy

Powrót alko-gastro-sentymentalny do Wrocławia

Wrocław. Wrocław zawsze będzie bliski mojemu sercu. Studiowałem na tamtejszym Uniwersytecie i spędziłem w nim mnóstwo dobrych i złych chwil. Pamiętam naukę, pamiętam imprezy i ten niepowtarzalny klimat, który jest czymś, co trudno zdefiniować i opisać. Wrocław po prostu ma swoją klasę. Odkąd wyprowadziłem się do Warszawy, wracałem tam wielokrotnie, ale zawsze były to wizyty przelotne, na kilka godzin i z powrotem w trasę. W majówkę, z braku innych pomysłów, pojechałem do Wrocławia z podróżą sentymentalną. Tak, już taki stary jestem, że aż dopadają mnie sentymenty…

Wrocław do tej pory kojarzył mi się ze wszystkim, ale nie z dobrym jedzeniem czy alkoholem. Jako student nie dbałem o to, co jadłem. Pamiętam jeszcze zapach knyszy (taki wrocławski kebab) w środku nocy, pamiętam woń sieciowej pizzy i drożdżówek. Czyli wszystkiego tego, czego teraz już nie jadam. Chciałem więc odczarować te wspomnienia, w końcu dobrze zjeść, poznać nowych ludzi i nowe miejsca. Poczuć zapach wrocławskiej imprezowej nocy. Po prostu dobrze się zabawić.

Nie dbając zbytnio o chronologię wydarzeń, opiszę kilka moich wrażeń kulinarno-alkoholowych z Wrocławia:

  • Burgery: mógłbym rzec #wiadomo i na tym skończyć. Jak każda moda, trafiła na wrocławski rynek z rocznym poślizgiem, ale jak już coś wrocławianie zrobią to generalnie nie ma wstydu. Jadłem w Pasibusie (foodtrack naprzeciwko Arkad), gdzie tworzą kanapki niezdolne do zjedzenia (są ogromne!) przez normalnego człowieka. Ale jakie to smaczne… Na szybko złapałem też burgera w Bułce z Masłem. Bułka suchar, trochę mniejsza niż u konkurencji, ale dodatki bardzo smaczne (bodajże ser pleśniowy, karmelizowana cebulka i musztarda francuska). A jeśli już o sucharach mowa, to smacznie karmią w Sztrass burgerze (naprzeciwko kina Nowe Horyzontym), który polecił Kuc Marcin. Burgery duże, widać, że robią je ludzie, którzy też to jedzą, dlaczego są bardziej płaskie, przez co łatwiej trafiają do buzi 😉 Wyszedłem z dużym uśmiechem. Najlepszy jednak burger przyrządzono mi w malowniczo położonej restauracji  Butchery & Grill (czy ktoś widzi podobieństwo do warszawskiego Butchery & Wine?). Mięso moim zdaniem najsmaczniejsze z całej listy. Pogadałem też z kucharzami i podglądnąłem jak je smażą na prawdziwym grillu.
  • Bistro: Jakiś czas temu zapytałem Was na FB, gdzie we Wrocławiu zjeść coś dobrego w porze obiadowej? Okazuje się, że we Wrocławiu jest całkiem sporo sensownych miejsc z krótkim, ciekawym i bezpretensjonalnym menu. Wpadłem na chwilę do La Fée Verte, gdzie zjadłem idealną zupę cebulową i steka we francuskim stylu, skąpanego w tonach sosu pieprzowego. Fajny klimat, na pewno wrócę jak znów będę w okolicach Rynku. Dużo ciekawiej jednak było w Dinette, które skrywa się w cieniu wielkiego… Sky Tower. Zjedliśmy idealnie usmażonego łososia na dzikim ryżu z owocami oraz buraczane gnocchi z plastrami surowego, różowego buraka. Niby nic, a było tak smacznie, że Dinette będzie dla mnie teraz miejscem pielgrzymek.
  • Multitapy: Rzecz ma się podobnie do burgerów, lecz wydaje mi się, że poślizg pomiędzy Wrocławiem a Warszawą był mniejszy. Polska przeżywa ogromny piwny boom. Sam łapię się na swojej nielojalności do piwa i ciągle poszukuję nowych smaków. Nie szukam piwa, które mi posmakuje i już zawsze będę je pił. Jestem piwnym surferem, który chce spróbować ciągle czegoś nowego. Takie zadanie spełniają dobrze zarządzane puby – tak zwane multitapy. We Wrocławiu odwiedziłem dwa. W Pod Latarniami byłem już kilkukrotnie i zawsze chętnie tam wracam. Pub stylizowany trochę na te angielskie (a może czeskie?), gdzie poza dobrym ALE można zjeść coś prostego, co pasuje do piwa. Ze względu na położenie i styl, lokal chętnie odwiedzany przez turystów. Solidny wybór piw i innych alkoholi. Można w miłej atmosferze przesiedzieć cały wieczór i już nigdzie więcej nie iść. Odwiedziłem też polecaną przez znajomych Kontynuację. Lokal w artystyczno-hipsterskim stylu, co w tym przypadku jest zaletą. Powiem szczerze, że wybór piw o wiele lepszy niż w warszawskich odpowiednikach, co mnie szczerze zasmuciło. Dwa poziomy. Na dole można spróbować belgijskich specjałów lecz cena w okolicach 18 zł nie skłania do wielkiego pijaństwa. Piłem tam moje najlepsze piwo jak do tej pory – Dwa Smoki z Pracowni Piwa.
  • Szoty: Właściwie tutaj nie mam czego porównywać, byłem podczas wyjazdu dwukrotnie w Szajbie i piłem jedne z najlepszych szotów i drinków w moim życiu. Wydałem tam fortunę na bajeczne połączenia musu z malin i ogórków z wódką oraz drinku – pianki. Zupełnym przypadkiem spotkałem na miejscu Agatę z Eksperymantalnie.com i Maję z Wiecznie Zaczytana, które zostały tam dłużej i Bóg jeden wie jak skończyły… ;). Szczerze polecam ten przybytek. Przy okazji pobawiłem się trochę na parkiecie i ponoć śpiewałem…
  • Reszta: Byłem też w świetnym wegetariańskim “barze mlecznym” Vega. Ładnie po remoncie i ciekawe menu. Smacznie i ładnie. Zawsze można spotkać starych znajomych  ze studiów czy innych eko frieków. Odwiedziłem Mleczarnię, która ciągle jest taka sama. Piwnie niestety nie ma nic do powiedzenia. Zainfekowana jest jedynym słusznym koncernem. Polecam jednak desery i tarty.

Byłem też w Wałbrzychu, w którym żeby zjeść coś dobrego musiałem wejść na szczyt góry, ale o tym w następnym wpisie 🙂

Jeśli polecacie jakieś lokale we Wrocławiu, to napiszcie o tym w komentarzach. Odwiedzę następnym razem.

Summary
Powrót alkogastrosentymentalny do Wrocławia
Article Name
Powrót alkogastrosentymentalny do Wrocławia

Komentarze

  • Polecam gastroPoznań!

    • TomekCzajkowski

      A co tam dajo@

  • szczerze polecasz nas czy Szajbę? 😉

    • TomekCzajkowski

      A jaka jest różnica? 😉

  • krtex

    W kwestii burgerowni polecam Burger Love na ul. Więziennej. Co prawda nie ma porównania z Butchery & Grill, ale resztę, moim zdaniem, bije na głowę. Odradzam zaś Burger Ltd na Ruskiej z uwagi na jakość składników i zupełny brak polotu ichnich kompozycji. W pierwszym sedesowcu, licząc od ronda Reagana otworzył się ostatnio Wartburger — ciągle wsłuchują się w rady klientów i jeżeli wezmą je sobie do serca, to w niedługim czasie może być to miłe miejsce w okolicach kampusów.
    Multitapy: z pewnością Zakład Usług Piwnych na ul. Ruskiej i Szynkarnia (również ze względu na “swojskie” jedzenie) na ul. Św. Antoniego. Ponadto Czeski Raj i Pub Stacja w nasypie kolejowym (koło starego Zielaka). Warto też śledzić rozwój nowego browaru, bo podobno moją też otworzyć swój multitap:
    http://www.wroclaw.pl/nowy-browar-we-wroclawiu-otwarcie-we-wrzesniu
    Przy okazji wegetariańskiego jedzenia, to w podwórku obok Kontynuacji schowane jest “Złe mięso”:)

    Tyle w ramach życzliwego polecania na szybko;)

    • TomekCzajkowski

      Dziękuje serdecznie. Będę się stosował następnym razem 🙂

  • Gabriela Kanik

    Wspominane już przeze mnie: Piec na Szewskiej (sprawdzony Włoch) i Szajnochy 11 😉

    • TomekCzajkowski

      See U there 😉