Magiczny składnik

Przepisy

Kocham Bąbelki – Champagne Party

Wpis powstał przy współpracy z firmą Pernod Ricard w ramach projektu Kocham Bąbelki.

Bąbelki zaklęte w butelce szampana mogą się wydawać niedostępne. Ponadto owinięte w złotko, wyglądają jak sztabka złota w kształcie butelki. Napój wyższych sfer, napuszonych przyjęć, starszych pań po 50-ce z białym pudlem na rękach. Z drugiej strony kojarzył mi się źle z powodu swojego brzydkiego brata – win musującopodobnych, rozlewanych wszem i wobec na weselach, sylwestrach, cioci urodzinach.

Champagne party

Szampan nie ma ze mną łatwo, ale to nic, i tak go uwielbiam. Ma w sobie to coś, to samo, co każe ci oglądać się za mijającą cię maską Ferrari na ulicy i za czerwoną sukienką. Szampan jest sexy, pociąga! Jest jak młoda, atrakcyjna, zwariowana, ale kulturalna dziewczyna. Można na jej punkcie stracić zmysły, oszaleć!
Champagne party

<br>
Champagne party

W tym szaleństwie jest metoda, szczególnie jeśli ktoś inny sponsoruje ci tę przyjemność. Do naszej działalności popularyzującej bąbelki dołączyła firma Pernod Ricard, właściciel tak zacnych marek alkoholi jak Jacob’s Creek (australijskie wina), Mumm (szampany, którymi oblewają zwycięstwa kierowcy Formuły 1), Perrier-Jouët (wykwintne szampany). Przesyłka zawierała 6 różnych produktów, wypełnionych po brzegi bąbelkami.
Champagne party

Moim zadaniem było przygotowanie kilku potraw, które będą idealnie pasowały do tych win. Coś mi tu jednak nie pasowało. Jak to? Mam sam popijać szampana stojąc nad garami? Co to, to nie. Postanowiłem więc zaprosić kilku zaufanych przyjaciół, którzy tak jak ja lubią dobrze przygrzać i zjeść. No, przynajmniej to ostatnie.
Champagne party

Wszystko miało odbyć się pewnej pięknej, słonecznej i upalnej niedzieli. Miał być piknik w jednym z warszawskich parków, miał być kocyk, 5 dań, gra w bule, badminton, schłodzony szampan, który wydawał się idealny, by ugasić żar sierpniowego słońca. Czego chcieć więcej od dobrze spędzonej niedzieli. Kulminacja weekendu. Jak się okazało jednak, sprawiedliwościowi i ludowym przysłowiom stało się zadość – niedziela, dzień cwela… Niebo chmurami zastąpiło, zbierało się na burzę, na deszcz. Zostaliśmy więc w mieszkaniu Karoliny, która udostępniła apartament w celu przygotowania potraw na piknik, jak się później okazało – piknik na balkonie.
Champagne party

Goście przybyli, godnie ubrani, paletki i koce dzierżąc pod pachą, więc trzeba było ich pomimo przeciwności losu przyjąć. Nie będę już pisał i pokazywał na zdjęciach, że jednak po dwóch czy czterech butelkach rozścieliliśmy w końcu koc na podłodze. Mhm, zdjęcia do wiadomości redakcji..
Champagne party
Champagne party

Wracając do meritum. Zależało mi, by impreza była zorganizowana z klasą, ale bez nadęcia. Mieliśmy się bawić na powietrzu, więc pomijając kwestię legalności tego zgromadzenia, potrawy miały być proste, podawane na plastikowych talerzykach i kubeczkach, ale przygotowane z dobrej jakości składników. Gdy zamykałem oczy, widziałem sceny z filmu Maria Antonina i zdjęcia z prześmiewczego kanału na Twitterze – Rich Kids of Instagram. Bo ja, drodzy państwo, piję szampana ironicznie.
Champagne party

Jak się okazało, każdy z zaproszonych gości miał swój unikatowy wkład w imprezę:

Kacper, już dawno zwolnił blogera Mr Vintage, co potwierdził swoim lekkim, piknikowym outfitem.
Champagne party

Agnieszka uczyła, niczym Jolanta Kwaśniewska, jak otwierać szampana, by nie uronić ani kropli. Ja bym pewnie wylał trochę, aby oddać cześć szampańskim bogom.
Champagne party
Champagne party

Adrian samodzielnie znalazł nową modę w męskim modelingu – male food design.
Champagne party

Karolina i Sandra swoim szaleństwem stanowiły idealną metaforę wybujałej natury win musujących 🙂
Champagne party

Czuję, że mój monolog od początku wieje dygresją. Co więc ugotowałem? Postawiłem na tzw. finger food. Coś co możesz porwać z talerza i zjeść przechodząc obok stołu, bo przecież nie będziemy przy nim siedzieć. Szampan kojarzy mi się z dynamizmem, potrawy powinny być dostępne na zawołanie.
Champagne party

Pierwsze na talerzu wylądowały moje popisowe (piekłem je drugi raz…) kruche ciasteczka z anchois, parmezanem i czarnymi oliwkami. Krakersy te, są tak pyszne i intensywnie  w smaku, że równie dobrze można je zjeść same. Schować się z butelką szampana w szafie pożerając “na sucho”. Nic z tego. Miało być z klasą i z kopyta, więc podałem je z kremem zrobionym z koziego sera, przykryte wędzonym łososiem lub czarnym kawiorem. Mało jadłem, gdyż tradycyjnie biegałem z nożem i lufą od aparatu. Cały ja.
Champagne party

Na drugi ogień poszedł łosoś, lecz z deka bardziej świeży, bo surowy. Tatar z łososia podpatrzyłem w specjalnie zakupionej z okazji pikniku książce o kuchni francuskiej. Marynowany całą noc w morskiej soli i koperku z dodatkiem musztardy z Dijon. Wszystko to przykryte warstwą buforową cream cheese. Niestety nie było świeżych ostryg w sklepie (a właściwie nie było nas na nie stać).
Champagne party

Czymś, co mogę nazwać swoistym blockbasterem na przyjęciu były jednak mini quiche z cukinii, z zatopionym w środku kawałkiem gorgonzoli. Gwiazda wieczoru. Proste i genialne.
Champagne party

Ostatnim daniem, które nadawało się do fotografowania była tarta cytrynowa na deser. Niestety reszta potraw, czyli: bajgle z pieczonym kurczakiem i drożdżowy placek śliwkowy nie doczekały się uwiecznienia z powodu końca baterii w moim Nikonie i będą domagały się powtórki z rozrywki, tym razem mam nadzieję na prawdziwym kocyku, w parku.
Champagne party
Champagne party

Jeśli podobał Ci się wpis, podziel się nim ze znajomymi. Dzięki!
Summary
Kocham Bąbelki - Champagne Party
Article Name
Kocham Bąbelki - Champagne Party